Najczęściej rzeczy przytrafiają się, kiedy wcale się ich nie spodziewamy…

_MG_6723

Chyba każdy sumiarz, który często łowi, zna problem pozyskiwania żywców.
Pierwszego dnia naszej zasiadki, wydawało nam się, że nas zapas żywca jest dostateczny, jednakże po złowieniu kilku ryb i kilku innych atakach, zrozumieliśmy, że jest gorzej niż nam się wydaje. Następnego dnia rano wyposażeni w wędki feederowe, udaliśmy się w poszukiwaniu żywca. Mieliśmy trochę zanęty oraz kukurydzy, także po chwili udało nam się zwabić ryby w miejsce gdzie mieliśmy zestawy i złowiliśmy kilka fajnych leszczy i krąpi. Byliśmy gotowi na nadchodzącą noc, jednakże aby mieć absolutną pewność, że nie powtórzy się sytuacja z dnia poprzedniego postanowiliśmy złowić triochę więcej ryb. Wszystko szło zgodnie z planem, aż ryby w pewnym momencie przestały żerować. Stało się to tak nagle, iż wpadł nam do głowy pomysł, że to może jakiś drapieżnik pojawił się w łowisku. Jeszcze chwilę czekaliśmy na brania, aż w końcu poddaliśmy się, aby zacząć się zwijać. Gdy chwyciłem swój feeder poczułem, że mam zaczep, który po chwili ożył! Po sile z jaką wyciągał moją linkę zrozumiałem, że mam na końcu kija jakieś monstrum. Byliśmy zupełnie nieprzygpotowani na coś takiego, łowiliśmy dość delikatnym sprzętem dlatego ryba robiła ze mną praktycznie co chciała. Starałem się ją przyciągać, jednakże szło mi to bardzo wolno. Systematycznie, jednakże bez dynamicznych ruchów udało mi się wyholować tę rybę. Kolega pomogł mi wyjąć ją z wody. Zdobyczą okazał się piękny jesiotr, chyba największy jaki kiedykolwiek złapałem z życiu. Coż za piękny przyłów!

Christian Karo
Team MADCAT